MOJE DOŚWIADCZANIE
„Maharadża, właściciel połowy ulicy…”
Tak nazwałam w myślach człowieka, który dołożył się do budowy drogi tysiąc złotych
i uznał, że połowa ulicy należy do niego. Że może parkować przed moją bramą
i utrudniać mi wyjazd z posesji.
Człowiek po pięćdziesiątce. Teoretycznie doświadczony.
To nie jest dwudziestolatek, który dopiero zaczyna życie i jeszcze się z nim targuje.
We mnie taka postawa wywołała śmiech.
I ten śmiech… coś zmienił.
Ten absurd był tak duży, że nagle pojawił się dystans, jakby ktoś zapalił światło.
Wtedy coś we mnie kliknęło.
Wyszłam poza emocje.
Nie byłam już zła.
Byłam zaskoczona.
Zaskoczona, że dorosły, „stateczny” mężczyzna może myśleć w tak ograniczony sposób. Że
coś tu się nie zgadza.
Takie momenty miałam już wcześniej. Małe „kliknięcia”, które znikały w chaosie
codzienności.
Nie dawałam im uwagi. Życie było głośniejsze.
Ale tym razem to było inne.
Ten absurd był tak wyraźny, że znowu zaczęłam zadawać pytania.
Nie na poziomie „co się wydarzyło”,  tylko wyżej:
„Co tu się naprawdę dzieje?”
„Dlaczego ludzie tak działają?”
„Dlaczego dla jednych coś jest oczywiste, a dla innych nie istnieje?”
Bo jeśli jest jeden taki człowiek, to na nim się nie kończy.
Musi być ich więcej. Ludzi, których nie interesują zasady, prawo, poszanowanie drugiego człowieka. Brak empatii. Brak spojrzenia szerzej niż czubek własnego nosa.
Moja babcia często mówiła: „on nie widzi nic poza czubkiem własnego nosa”.
Kiedyś brałam to dosłownie. Dzisiaj widzę, że chodziło o coś więcej. Zaczęłam to rozumieć
tak:
Świadomość jest jak wzrost.
Nie w znaczeniu „lepszy” albo „gorszy”.
Tylko w znaczeniu — ile jesteś w stanie zobaczyć.
Wyobraź sobie ogromny, stary, betonowy magazyn.
Pusty.
Ściany, sufit i gdzieś wysoko małe okna.
Jest w nim człowiek niskiego wzrostu.
Jeśli patrzy na wprost, widzi tylko betonową ścianę. I powie:  „tu nie ma nic więcej”.
Drugi, trochę wyższy, dostrzeże okno. Ale szyba jest brudna. Powie:, „coś tam może jest, ale nie widzę dokładnie”.
Kolejny, jeszcze wyższy, zobaczy przez pękniętą szybę kawałek drzewa, trochę zieleni. Ale jego obraz nadal jest ograniczony.
I jest jeszcze ktoś, kto przez to okno „wychodzi dalej”. Widzi pola, niebo, przestrzeń. Ale
nadal nie widzi wszystkiego.
Bo każdy z nich patrzy z innego poziomu. I każdy będzie próbował przekonać innych,
że to, co widzi, jest całą prawdą.
A przecież to tylko  fragment. Jego fragment.
I wtedy pojawia się pytanie: a jaka jest Twoja prawda?