MOJE DOŚWIADCZANIE
Co zrobicie? Jak zareagujecie, jeśli wasz sąsiad wciąż zastawia wam bramę?
Na początku patrzę przez okno: „no co za głąb, znowu mi bramę zastawił”.
Potem jego córka.
Potem jego ojciec.
Potem ciotka.
Potem brat.
No po prostu cała rodzina zaczęła traktować miejsce na wprost mojej bramy jako parking.
Ulica wąska, bez chodników.
Co byście zrobili na moim miejscu?
Ja obserwowałam… a w środku się gotowałam.
Nakręcałam się coraz bardziej.
„Co za debilny naród.”
„Jak tak można.”
„Czemu są tacy bezczelni i aroganccy.”
„Kto im dał prawo jazdy?”
Na widok kolejnego auta podnosiło mi się ciśnienie.
Pewnie powiecie: „czemu nie poszłaś i nie zwróciłaś uwagi?”
Bo się bałam.
„Zostanę odebrana jako czepialska.”
„Będę tą złą.”
„Konflikt się rozkręci i nie będę wiedziała, co powiedzieć dalej.”
Nie znoszę się kłócić.
Jeśli macie tak samo jak ja — napiszcie.
Więc zamykałam się w swojej skorupie.
I tylko w głowie mieliłam kolejne teksty na sąsiadów.
Aż do pewnego dnia.
Zamiatałam ulicę przed domem. Wyszła sąsiadka z domu naprzeciwko. W mojej głowie: „stara wiedźma”. Inaczej nawet nie potrafiłam o niej myśleć.
Nie wiedząc, co się we mnie dzieje, zaczęła ze mną normalnie rozmawiać.
Na początku byłam miła. Okazywałam szacunek starszej osobie.
Ale w pewnym momencie zaczęła opowiadać, jaka jej wnuczka jest mądra, inteligentna,
wspaniała.
I wtedy powiedziałam wprost:
„Moim zdaniem jest zupełnie inaczej. Od kilku miesięcy wciąż parkuje przed moją bramą, zamyka auto i znika na kilka godzin. A co jeśli ja będę musiała nagle wyjechać z dzieckiem?
Na pogotowie? Do lekarza? Brama zastawiona. A jej nie ma nawet w domu! Auto stoi na
wprost — ani w lewo, ani w prawo! Ja tu żadnej mądrości nie widzę. Raczej głupotę i bezmyślność.!”
Słowa wypływały ze mnie same.
Nie zastanawiałam się, czy są „ładne” albo „z szacunkiem”.
Odwróciłam się na pięcie i odeszłam.
Wyrzuciłam z siebie te emocje.
I wiedziałam, że to koniec jakichkolwiek stosunków z sąsiadami.
Ale…
wnuczka przestała parkować przed moją bramą.
No cóż.
Zostało mi jeszcze przeszkolić resztę rodziny:-) Nie miałam przecież już nic do stracenia.
